Opowiadania – Katarzyna Suszek

 Najtrudniejsze były początki  

 

 

 

Nasza córka Maja urodziła się 08 kwietnia 2009r. Poród przebiegł prawidłowo. Śliczna, mała, zdrowa dziewczynka. W szpitalu już w drugiej dobie życia wykonano przesiewowe badanie słuchu. Z prawego ucha w ogóle nie było odpowiedzi, w lewym – mała reakcja. Odesłano nas na dalsze badania, pocieszając, że ten wynik może być efektem zalegającej w uszach woskowiny lub resztek wód płodowych. Po kolejnych, niepewnych badaniach, trafiamy do Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu w Kajetanach. Tam kolejne badania i trudna dla nas diagnoza – obustronny, zmysłowo-nerwowy, ubytek słuchu średniego stopnia- kwalifikacja do aparatów słuchowych.

Tak w dużym skrócie wyglądały nasze początki. Trudno jest opisać co czuliśmy przez ten cały czas. Niepewność, smutek, żal i strach pojawiały się u nas zamiennie. Dlaczego my? Przecież to nasze pierwsze dziecko. Wszystko miało być tak pięknie. Jesteśmy młodymi rodzicami, nie mamy pojęcia o tym jak dziecko przewinąć a co dopiero o tym jak wychowywać
dziecko z wadą słuchu. Tyle pytań i wątpliwości: jeśli słyszy, ale słyszy czy nie słyszy? jeśli słyszy, ale trochę to jak odgadnąć co? A my, czy mamy mówić do niej normalnie czy głośno? I co mówić? Czy ona w ogóle będzie mówiła…..? Wokół nas rodzina, przyjaciele, znajomi, oni starali się nas wspierać, ale my wciąż czuliśmy się sami…po prostu sami, bo to przecież my mamy niepełnosprawne dziecko. Co będzie dalej?

Kiedy Maja miała 10 miesięcy trafiliśmy do Fundacji Echo. Przyjęto nas bardzo ciepło. Tutaj otrzymaliśmy pierwszą informację o rehabilitacji. Ponieważ Maja nie głuży, nie gaworzy zostaliśmy zapisani na zajęcia z logopedii 1-2 razy w tygodniu. Do tego logorytmika, ruch rozwijający metodą Weroniki Sherborne, zajęcia plastyczne oraz konsultacje z psychologiem. Rzucamy się w wir rehabilitacji. Wciąż nie wiemy jednak co będzie dalej? Czy te aparaty i rehabilitacja coś pomogą? Z każdym kolejnym tygodniem zajęć, każdą kolejną przegadaną przerwą z innymi rodzicami zaczynamy powoli odkrywać sens w tym co robimy i gdzie jesteśmy. Obserwujemy starsze dzieci, zaaparatowane bądź zaimplantowane, które tak fantastycznie sobie radzą, że gdyby nie ich charakterystyczna „ozdoba” za uszami, nikt nie powiedziałby, że nie słyszą. Po któryś kolejnych zajęciach rozmawiałam z mamą dwuletniej, zaimplantowanej Mileny, one są w Fundacji Echo 4 razy w tygodniu, a do tego codziennie ćwiczą w domu, na spacerze, przy obiedzie, a nawet w kąpieli- wszędzie. Wtedy Milena powiedziała „mama ładną apaszkę ma”! I właśnie to jej zdanie mnie „odczarowały”. Czyli jednak się da! Nie można się tak po prostu poddać, trzeba podnieść rzuconą przez los rękawicę i walczyć, walczyć i jeszcze raz walczyć o swoje dziecko, o jego przyszłość, o naszą rodzinę.

Teraz Maja ma 6 lat. Niedługo idzie do szkoły. Pięknie mówi, tańczy i rysuje. Jest piękną i wesołą dziewczynką w aparatach. A my jesteśmy szczęśliwymi rodzicami. Wiemy, że jeszcze długa droga przed nami, ale jesteśmy spokojni, bo mamy naszą wielką rodzinę z Echa. Nie czujemy się już sami ani inni. Możemy do woli gadać o aparatach, implantach, zajęciach i o życiu. Uczyć się Polskiego Języka Migowego, który bardzo nam się podoba. A Fundacja Echo to nasz drugi dom, gdzie czujemy się bezpieczni. Dziękujemy wszystkim przyjaciołom z Echa za to, że są. Dziękujemy Oli i Ani , że stworzyły tak wspaniałe miejsce. Dziękujemy naszym terapeutkom, Agnieszce ,Ewie ,Marzenie za to, że nigdy nie pozwoliły nam zwątpić.
Jeszcze raz dziękujemy!

 

Katarzyna Suszek